Ostatni Beatlemaniak
Pamiętasz staruszku jak rechotaliśmy, gdy po raz pierwszy usłyszeliśmy słynną piosenkę liverpoolskiej czwórki «Kiedy będę miał 64 lata» (When I'm sixty-four) z legendarnego albumu «Klub Samotnych Serc Sierżanta Peppera» (Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band)? Mieliśmy po 14-15 lat i myśleliśmy wtedy, że Beatlesi po prostu zwariowali…

A przecież wówczas, 50 lat temu, całemu światu odbiło, cały świat ześwirował i my również nie byliśmy wyjątkiem. My także oszaleliśmy, nam też odbiło!

Nosiliśmy długie włosy podług mody «The Beatles». Od klasycznych garniturów odrywało się kołnierze i robiło «beatlesówki» z wąskimi stojącymi kołnierzykami, od kolan aż po piety wszywało się gigantyczne kliny (nierzadko w innym kolorze), przez co spodnie stawały sie podobne do dzwonów. A jak już do brzegów przyszyło się dziesiątki żaróweczek od kieszonkowej latareczki, а długi przewód przymocowało w swej kieszeni, łącząc go z dużą płaską baterią «Element 366» na 12 wolt, a wieczorem, w towarzystwie kumpli mijając dziewczyny w tym samym wieku, kilkukrotnie włączyło i wyłączyło tą «noworoczną choinkę», to piskom nie było końca! A w tych zielononiebieskich dziewczęcych oczach można było dostrzec prawdziwy zachwyt.

A co sie działo na pracach ręcznych! Staruszku, pamiętasz? Połowa klasy z maniakalnym uporem neandertalczyka tworzyła taborety, а druga połowa z jeszcze większym uporem, uporem George'a Fullertona, ojca słynnego «Stratocaster'a», tworzyła swe pierwsze gitary elektryczne… Gryfy powstawały z sosnowych beleczek, а pudło rezonansowe z kilku warstw sklejki…

А na komsomolskich zgromadzeniach wraz ze wszystkimi śpiewaliśmy własną wersję słynnego radzieckiego hitu: «I Lennon tak młody, i Ringo — zawsze przodem!»

А jak wspinaliśmy się po rynnach do okna damskiej toalety na drugim piętrze? Tego na pewno nie zapomniałeś! Właziliśmy tam, by dostać się na koncert-konkurs szkolnych zespołów rockowych z idiotycznym skrótem «ZWI»(Zespół Wokalno-Instrumentalny). Czegoś takiego się nie zapomina, prawda?

А wszystko dlatego, staruszku, że byliśmy trójkowiczami i dwójkowiczami, а bilety na koncert z podpisem i pieczęcią dyrektora szkoły, niezapomnianej naszej Sofii Nikołajewny Kancewoj, otrzymywali tylko prymusi i czwórkowicze.

I tak oto, porządnie obdzierając się o szorstką ścianę własnej szkoły, о haki, mocno trzymające w swych objęciach «rynnowy flet», wykonując salto przez okno na drugim piętrze dostawałeś się w końcu do damskiej toalety. A tam otrzepujesz się, doprowadzasz do ładu i z prezencją grzecznego chłopca idziesz do auli na piątym piętrze.

A w auli panuje atmosfera elitarności i wybrańczości, w pierwszych rzędach siedzą nauczyciele i dyrektor szkoły (jury konkursu), а pomiędzy rzędami szamotają się dyżurni z czerwonymi opaskami na rękawach, starając się w jakiś sposób uciszyć narastający zgiełk podekscytowanych głosów, który falami przemieszcza się z jednego kąta sali w drugi. Pomieszczenie wypchane jest publicznością po brzegi, ktoś pali potajemnie, ktoś inny zaś, łyknąwszy wina, pokątnie przekazuje butelkę kolejnemu czcicielowi Bachusa.

Przeszywające akordy gitar elektrycznych wymuszają drganie całego twojego ciała, ogrania cię euforia i nagle uświadamiasz sobie, że «świat został stworzony do miłości». Nabrawszy odwagi, pod cudowne dźwięki «Wczoraj» (Yesterday) zapraszasz swoją koleżankę z klasy do «wolnego». Ona staje się pąsowa od twego nieśmiałego dotyku jej talii. Przypadkowo przesunąwszy swe ręce po jej plecach, dotykasz spinek jej biustonosza… Ogarnia cię drżenie na samą tylko myśl, staruszku, że można go rozpiąć… Twój oddech szaleje, ty się czerwienisz i odwracasz w nadziei, że nie zdążyła odczytać tych myśli.

Stopień euforii rośnie, gdy rozbrzmiewa rock and roll «Nie kupisz miłości» (Can't Buy Me Love), i nie rozumiesz co się z tobą dzieje: ulegasz tej muzyce, jesteś gotów śmiać się i płakać bez powodu, wymachując rytmicznie rękami i przebierając nogami wraz z publicznością.

«Nie można kupić miłości, o nie!» — śpiewa kolejny uczestnik konkursu. Jacy my byliśmy naiwni, staruszku!

Paul McCartney miał szesnaście lat gdy napisał swój hit «Kiedy będę miał 64 lata».


Czy kiedy się zestarzeję i zacznę łysieć,

Nadal będziesz mnie kochać?

Być może nie będę Ci już potrzebny,

Kiedy będę miał 64 lata?



Mam 64 lata, stary i łysy idę wraz ze swą «dziewczyną» na «imprezę The Beatles» do Pałacu Kultury «Krasnyj Oktiabr» (Czerwony Październik), za murami którego będzie rozbrzmiewać muzyka mej młodości.

Jak dobrze, że istnieje ten wehikuł czasu — nieśmiertelna muzyka «The Beatles»! I znów, niczym 50 lat temu, będziemy tańczyć «wolne» do słynnego «Wczoraj» (Yesterday), znów i znów będę czuł drżenie twojego ciała, patrzył, jak w twych oczach pojawiają się łzy, jak różowieją delikatnie spękane usta… I znów głos 16-letniego Paula będzie podśpiewywał:


Wiek nasz — przyjacielu, to taka sztuka:

Że nie dostrzegamy, jak starość do drzwi puka,

Nawet nie dostrzeżesz, gdy pojawią się wnuki,

I choroby różne, a życie słodycz straci.



Lecz nie smuć się, lat nie oszukasz,

Choć nie w naszym już oknie przyroda rozkwita,

To czy będę ci jeszcze potrzebny,

Kiedy będę miał 64 lata?


Znów ogarnia cię euforia, nagle zdajesz sobie sprawę, że życie trwa dalej, wszystko jeszcze może się zdarzyć, zwłaszcza w twoim przypadku. Przecież jesteś ostatnim wielkim fanem Beatlesów!


P. S. Nam, 15-latkom wówczas, do głowy nie przyszło, iż powodem do napisania piosenki «Kiedy będę miał 64 lata» były urodziny ojca Paula, któremu w przeddzień rzeczywiście stuknęły sześćdziesiąt cztery lata.
Made on
Tilda